KulturaHistoriałódzkieSztuka

W służbie awangardy

Niewielu jest artystów, których dorobek artystyczny jest tak doceniany w świecie, a o których życiorysie tak wiele jest niewiadomych. Katarzyna Kobro 20 ostatnich lat swojego życia spędziła w Łodzi, gdzie osiadła wraz z mężem, Władysławem Strzemińskim, w 1931 roku. Jej życie, które obfitowało w dramatyczne wydarzenia i zwroty, byłoby doskonałym materiałem na film biograficzny, gdyby nie to, że żyjąc przez lata w cieniu męża, niewiele wiadomo o niej samej.

Urodziła się 26.01.1898 r. w Moskwie w mieszczańskiej rodzinie. Jej ojciec, Mikołaj von Kobro, miał niemiecko-łotewskie korzenie, matka, Eugenia Rozanowa, była Rosjanką. W czasie I wojny światowej Katarzyna była pielęgniarką w jednym ze szpitali, gdzie trafił ranny Władysław Strzemiński, absolwent carskiego Korpusu Kadetów i inżynierii wojskowej, który podczas walk frontowych stracił prawą nogę, lewą rękę i wzrok w prawym oku.

W latach 1917 -1920 Katarzyna Kobro była studentką moskiewskiej Szkoły Malarstwa Rzeźby i Architektury, utworzonej w miejsce Akademii Sztuk Pięknych. Z pewnością wykazywała właściwe dla nowej bolszewickiej władzy lewicowe poglądy, skoro pozwolono jej studiować kierunek, którego absolwenci mieli za zadanie wspierać rządy sowietów na odcinku przekształcania i nowego formowania rosyjskiej kultury.

Podczas studiów ponownie spotkała Władysława Strzemińskiego, który przez krótki czas również pobierał naukę na tej uczelni. Oboje w tym czasie intensywnie wspierali nową, rewolucyjną władzę, na jej zamówienie wykonywali m.in. plakaty propagandowe. W 1920 roku wzięli ślub cywilny i wyjechali do Smoleńska, gdzie prowadzili filię UNOWiS – szkołę dla skrajnie lewicowych wielbicieli sztuki nowatorskiej, której założycielem (Partia Krzewicieli Nowej Sztuki) był Kazimierz Malewicz. Strzemiński malował awangardowe obrazy, ona tworzyła nowatorskie rzeźby przestrzenne. Krótko potem, w 1922 roku, zdecydowali się na ucieczkę z sowieckiej Rosji. Kiedy uciekali przez zieloną granicę, zostali aresztowani pod zarzutem szpiegostwa. Mimo tego jednak pozwolono im wyjechać do Polski. Z uwagi na fakt, że w ówczesnej Polsce śluby cywilne nie istniały, a Katarzyna podjęła starania o uzyskanie polskiego obywatelstwa, zmuszeni zostali wziąć ślub kościelny w 1924 roku.

W tym czasie tworzą oboje, plotka głosi, że prace, które sygnował swoim nazwiskiem Strzemiński, tak naprawdę tworzyła Katarzyna Kobro, ale to teoria niepoparta żadnymi dowodami.

Przez kilka lat tułali się po Polsce: mieszkali w Szczekocinach, Brzezinach i Koluszkach, aż w 1931 roku osiedli w Łodzi. Marzeniem Władysława było stworzenie w Polsce kolekcji sztuki nowoczesnej; zafascynowany był malarstwem Maxa Ernsta i Fernanda Légera.

Biblioteka Cyfrowa Regionalia Ziemi Łódzkiej
Biblioteka cyfrowa regionalia ziemi łódzkiej

Kiedy w 1931 roku Strzemińscy zamieszkali w Łodzi, wydawało się, że trafili na podatny grunt i zrozumienie decydentów dla swojej sztuki. Już rok później, w 1932 roku, Władysław otrzymał prestiżową nagrodę miasta Łodzi, z której wręczeniem wiąże się skandal na uroczystym posiedzeniu Rady Miejskiej, bowiem wybór laureata nagrody oprotestowali inni artyści twierdząc, że twórczość Strzemińskiego jest “kacapizmem” i zagrożeniem dla kultury polskiej, zaś jego unizm “syntezą destrukcji”. Nagroda pozwoliła im na stabilizację finansową.

Katarzyna Kobro znalazła duże możliwości dla swojej awangardowej sztuki, tworzyła kolejne rzeźby przestrzenne, opiekowała się mężem, tworzyła mu dom, w końcu urodziła ich jedyne dziecko. Urodzona jako wcześniak córka, Nika, była niezwykle chorowita i przez pierwsze 2 lata swojego życia zupełnie zaabsorbowała sobą oboje rodziców, głównie matkę.

Kiedy nadeszła wojna, Strzemińscy wyjechali z Łodzi na Litwę do rodziny męża, ale w 1940 roku zdecydowali się na powrót, głównie z powodu obaw i pogłosek o niszczeniu przez Niemców ich twórczości. Nie mogli wrócić do swojego mieszkania przy ul. Srebrzyńskiej 77, gdzie mieszkali przed wojną, ponieważ osiedle zasiedlono Niemcami. Część obrazów Władysława Strzemińskiego zdołała się uratować, przechowana przez znajomego dozorcę w piwnicy, rzeźby Katarzyny Kobro zostały wyrzucone na śmietnik przez nowych lokatorów ich dawnego mieszkania. Niektóre z dzieł udało się jej odnaleźć, część przepadła. Niestety to, co udało się jej ocalić przed niemieckim zniszczeniem, kilka lat później, tuż przed końcem wojny, w desperacji i wobec zarzutów męża, że nie potrafi zapewnić dziecku ciepłego posiłku, którego nie miała na czym ugotować, unicestwiła Katarzyna, która spaliła wszystkie swoje drewniane rzeźby.

Po wojnie zaczął się całkowity rozpad ich małżeństwa. Katarzyna została oskarżona o sprzeniewierzenie się polskiemu obywatelstwu, Strzemiński, który wypłynął na fali nowego socjalistycznego porządku w kraju, zaczął niszczyć żonę: zarzucał jej zdradę, pozbawił ją możliwości pracy, nie zgadzał się na wciągnięcie jej w poczet członków Związku Artystów Plastyków, co zapewiało jakieś możliwości przetrwania materialnego, w końcu starał się o odebranie jej praw rodzicielskich wobec córki. Kłótnie i awantury między byłymi małżonkami były chlebem powszednim. O ile Strzemińskiemu wiodło się dość dobrze, także materialnie, był bowiem współzałożycielem, wykładowcą o statusie profesorskim łódzkiej uczelni plastycznej – Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych, o tyle Katarzyna Kobro wraz z córką, którą udało się jej zatrzymać przy sobie, biedowały. Brak pracy, brak możliwości tworzenia, konieczność utrzymania siebie i córki ze sprzedaży produkowanych własnoręcznie filcowych laleczek, brak pewności jutra, ciagłe przepychanki ze Strzemińskim z pewnością nie pozostały bez wpływu na jej stan zdrowia. Zachorowała na nowotwór szyjki macicy, który był bezpośrednią przyczyną jej śmierci w lutym 1951 roku.

Strzemiński przeżył ją o niecałe dwa lata, zmarł na gruźlicę w pierwszy dzień Bożego Narodzenia 1952 roku, uprzednio straciwszy swoją pozycję, pracę i tytuł profesora łódzkiej uczelni.

Chciałam napisać parę słów o jednej z najbardziej intrygujących artystek 20-lecia międzywojennego, przedstawicielki awangardy w rzeźbiarstwie, której twórczość zachowana w niewielkim stopniu (przetrwało zaledwie 40 rzeźb), przeszła do historii sztuki. Jednak zbierając materiały do napisania o wielkiej artystce, kobiecie, która swoje życie podporządkowała ukochanemu mężczyźnie, której życie pełne było dramatycznych zwrotów i wydarzeń, doszłam do wniosku, że nie da się pisać tylko o Katarzynie Kobro z pominięciem Władysława Strzemińskiego. Losy obojga prekursorów światowego modernizmu w sztuce, także te artystyczne, są ze sobą nierozerwalnie związane, prawdopodobnie jedno bez drugiego nie zaistniałoby też w wymiarze twórczym. Zaintrygowała mnie historia Katarzyny, kobiety, jak na tamte czasy, wyzwolonej, pewnej siebie i swoich wyborów, która jednak pozwoliła zdominować się mężczyźnie swojego życia. I nie tylko zdominować – pozwoliła się upokarzać, poniewierać, znęcać się nad sobą psychicznie, a nierzadko również i fizycznie – wielokrotnie bita przez męża drewnianym szczudłem, jak wspomina ich córka, osłaniała tylko głowę. Ona – wrażliwa, drobna, krucha kobieta i artystka przyjmowała ogrom różnorodnych ciosów od ukochanego mężczyzny, wrażliwego, utalentowanego artysty…

Byli przykładem, jak ich związek ewoluował od wzajemnej fascynacji, inspiracji i wielkiej miłości do nienawiści, prowadzącej do chęci unicestwienia drugiej strony.

Zastanawiałam się też nad fenomenem Władysława Strzemińskiego, który pośmiertnie awansował do panteonu polskich twórców, który został patronem Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Łodzi, którą w 1945 roku współtworzył.

Nie znalazłam odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie, jak możliwa była kariera Strzemińskiego, zwłaszcza po II wojnie światowej. Co stało się na drodze jego życia, że absolwent moskiewskiej Szkoły Podchorążych Cara Aleksandra II i Wojskowej Szkoły Inżynierskiej im. Cara Mikołaja, walczący w czasie I wojny światowej w armii rosyjskiej, odznaczony orderem Św. Jerzego za zasługi na polu walki, syn polskiego szlachcica – oficera armii carskiej został propagatorem lewicowych koncepcji w sztuce awangardowej? Późniejsza ucieczka wraz z żoną z terenów ZSRR przez “zieloną granicę”, aresztowanie pod zarzutem szpiegostwa i opuszczenie po kilku tygodniach aresztu, w końcu umożliwienie przez władze bolszewickie wyjazdu obojga do Polski i kolejna ucieczka w 1939 r. z objętej działaniami wojennymi Łodzi na teren kresów wschodnich, znajdujących się pod okupacją sowiecką, a następnie powrót do niemieckiej już Łodzi w 1940 roku, podpisanie tzw. listy rosyjskiej, czyli odpowiednika volkslisty dla białych Rosjan, by w końcu po wojnie zostać wpływowym elementem wprowadzania nowej, komunistycznej władzy na ziemiach polskich… Takich zwrotów w życiu obojga artystów mógłby nawet nie przewidzieć wzięty scenarzysta z Hollywood. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że o ile co do zasług artystycznych nikt nie ma żadnych wątpliwości, o tyle cechy charakteru i osobowości pozostają w sferze domysłów i stanowią nierzadko temat, którego się nie porusza. Ciężko znaleźć jakieś informacje na temat domów rodzinnych i warunków, w jakich wychowywali się oboje. Nie ma rzetelnych biografii państwa Strzemińskich. Jedyna ich córka, Jakobina Ingeborga, zwana Niką, jako bardzo dorosła kobieta, lekarz – psychiatra, próbowała mierzyć się z życiorysem swoich rodziców, ale trudno wymagać obiektywizmu od dziecka, zwłaszcza dziecka, które było świadkiem przemocy między rodzicami, które straciło oboje rodziców w wieku kilkunastu lat i które do końca nie potrafiło zrozumieć, dlaczego ojciec był tak okrutny w stosunku do swojej żony.

Nie można powiedzieć, że praprzyczyną jego powojennej nienawiści do Katarzyny było jego inwalidztwo, bo Katarzyna Kobro świadomie związała się z niepełnosprawnym mężczyzną jako młoda kobieta. Jego ułomności (brak prawej nogi, lewej ręki) nie dało się ukryć. Ona była jego pielęgniarką, opiekunką, muzą, od początku tego związku wykonywała sama wszystkie prace fizyczne. Nie wiadomo, czy do kryzysu małżeństwa przyczyniło się urodzenie córki, która była chorowitym wcześniakiem, czy konformistyczna postawa w czasie wojny? Faktem jest, że decyzja o powrocie do niemieckiej Łodzi w 1940 roku i podpisanie listy dającej przywileje wybrańcom, mogła spowodować mocne nagięcie kręgosłupa lewicowego Strzemińskiego. O ile go miał…

Jego powojenni studenci wspominali go jako osobę bezkompromisową. Chyba nie chodziło im o czasy II wojny światowej? Nika Strzemińska w biografii rodziców pt. “Sztuka, miłość i nienawiść” przywołuje wspomnienia o swoim ojcu.

„Ojciec fascynował studentów swym zaangażowaniem w sprawy sztuki, indywidualnością i bezkompromisowością, tak rzadką u dojrzałych ludzi, a charakterystyczną dla młodzieży. Potrafił wokół siebie stworzyć niezwykłą, wręcz cudowną atmosferę twórczą i dyskusyjną. Choć nie prowadził zajęć z malarstwa, studenci wszystkich pracowni przynosili swoje prace do korekty właśnie profesorowi Strzemińskiemu. Jego wykłady były inspiracją i nie tylko inspiracją, dla całego środowiska artystycznego”

Może to ugięcie karku podczas wojny, kolaboracja z niemieckim okupantem w celu zapewnienia bytu rodzinie spowodowało w nim wzrost frustracji i agresji skierowanej do żony, świadka wszystkich jego upokorzeń? Nie wiadomo, w każdym razie ja nie doczytałam, co stało za decyzją komunistów, którzy w 1945 roku zdecydowali się powierzyć mu dzieło stworzenia wyższej szkoły plastycznej w czerwonej Łodzi, jaką cenę zapłacił za profity, jakie wówczas czerpał ze swojej służby nowej władzy? Czy władza ludowa złamała go, powierzając niezwykle odpowiedzialne zadanie tworzenia nowych pokoleń socjalistycznych artystów, bo przecież faktu podpisania Niemcom listy białorosyjskiej, czyli de facto wyparcia się obywatelstwa polskiego, nie dało się ukryć? Czy Władysław Strzemiński sam z siebie gorliwie zadeklarował służbę państwu, węsząc możliwość wypłynięcia na szerokie wody i kształtowania kolejnych roczników studentów, którzy mieli nieść kaganek nowoczesnej sztuki w nowym powojennym socjalistycznym ładzie? Bo chyba za decyzją o współpracy z nową władzą nie stało tylko młodzieńcze wspomnienie z czasów rewolucyjnej Rosji i ówczesnego utrwalania nowego porządku?

Na podstawie losów Strzemińskiego, zastanawiający dla mnie jest proces kształtowania autorytetów, głównie tych, którzy będąc patronami szkół, uczelni, ulic powinni wykazywać się nie tylko dorobkiem zawodowym, artystycznym, naukowym, ale także moralnym. Nie powinno się oddzielać tych dwóch sfer. Jednak życie pokazuje, jak daleko odbiega od teorii.

Źródło
Zdjęcia - Archiwum Muzeum Sztuki w Łodzi

Wiolar

Młoda (duchem) wykształcona z wielkiego miasta. Konserwa i ciemnogród. #dawnaŁódź #BeautyLodz

Inne artykuły

Back to top button