PolitykaHistoria

Samotna walka majora Zakirova o prawdę o Katyniu.

Chyba wszyscy pamiętają tragiczne losy Aleksandra Litwinienki, otrutego byłego oficera FSB? Rosja nie cacka się z tymi, którzy przeszli na drugą stronę mocy – bezwzględnie eliminuje te “obce elementy” – czasem skutecznie (vide: Litwinienko), czasem nieskutecznie, ale na tyle dotkliwie, aby los odszczepieńca był nauczką dla niego, jak również przestrogą dla innych, którym przyjdą do głowy głupie pomysły.
Niewiele osób zna losy Olega Zakirova, niewiele kojarzy nazwisko, niewiele zna zasługi, jakie położył dla naszego kraju.
A to jest człowiek, który trafił na ślad polskiego holokaustu w ZSRR, tzw. “operację polską“, w l. 30. XX w., który położył ogromne zasługi w rozwikłanie Zbrodni Katyńskiej, który, będąc oficerem KGB, prowadził prywatne śledztwo w tej sprawie, narażając się na szykany, prześladowania, włącznie z wydaleniem ze służby i uznaniem go za chorego psychicznie oraz próbami pozbawienia życia, który zapłacił ogromną cenę za akt wielkiej odwagi, jaką trzeba było wykazać się w tamtym czasie, dotykając zakazanego tematu. Tematu i tajemnicy Kremla nr 1. Człowiek – zmuszony do ucieczki z Rosji – wybrał Polskę, która okazała wyjątkową niewdzięczność wobec niego i jego zasług. Żył w Polsce, w Łodzi, wraz z rodziną, prawie 20 lat. Żył w nędzy, w upokorzeniu, wielokrotnie przymierał głodem, aby przeżyć musiał imać się ciężkich prac fizycznych – “na czarno”, a w desperacji – również żebrał na Piotrkowskiej…
Przez kilka pierwszych lat pobytu w Polsce nie miał prawa do legalnej pracy, zresztą trafił do Łodzi, miasta, które w tamtym czasie (przełom XX i XXI wieku) borykało się z upadkiem przemysłu, z ogromnym kryzysem gospodarczym, ponad 20% bezrobociem i znieczulicą urzędniczą. Znalezienie pracy przez bezrobotnego mieszkańca Łodzi graniczyło z cudem, a co dopiero przez przebywającego na podstawie czasowej karty pobytu bez prawa pracy – cudzoziemca… Mimo obiecywanej pomocy przez ludzi, którzy przyjeżdżali do niego jeszcze do Smoleńska, gdzie mieszkał i prowadził swoje śledztwo, którzy “wieźli się” na zgromadzonej przez niego wiedzy, na obcej ziemi został sam. Nie znalazł się nikt, kto podałby mu pomocną dłoń w tych trudnych dla niego chwilach. Urzędnicza bezduszność (od prezydentów Łodzi – Matusiaka i Kropiwnickiego, przez wojewodów, po łódzki oddział Rodzin Katyńskich) doprowadziła rodzinę na skraj rozpaczy, nędzy materialnej i depresji.
Dopiero 4 lata później, w 2002 roku, otrzymał polskie obywatelstwo, a dzięki wstawiennictwu ambasadora Polski w Moskwie, Stanisława Cioska (co za ironia losu, że zadbał o tę sprawę “czerwony” Ciosek) otrzymał niewielką rentę. Nadal, mimo deklaracji pomocy w znalezieniu pracy składanych zarówno przez urzędników prezydenta Łodzi, przez sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa – Andrzeja Przewoźnika, czy Janusza Kurtykę, który obiecał mu pracę w archiwach IPN, na obietnicach się kończyło. Jedyną ofertę pracy, jak pisze w swojej książce “Obcy element”, złożyła mu łódzka mafia.

Oleg Zakirov, bo to on będzie bohaterem tej opowieści urodził się 29 października 1952 r. w Andiżanie, mieście na wschodzie Uzbekistanu. Właściwie nazywał się Oleg Zakirhodżajew, ale na skutek różnych splotów okoliczności i za radą ojca, kiedy kończył studia prawnicze na uniwersytecie w Taszkencie, zmienił nazwisko na rosyjskobrzmiące Zakirov.
Od swojego ojca, Zakira Kołchodżajewa (takie nazwisko podał, kiedy trafił do domu dziecka), tuż przed jego śmiercią w 1981 roku dowiedział, że ich rodzina wywodzi się z bajów i duchownych, że jego dziadek Chałhodża Madaminhodżajew, jako wróg ludu, został rozkułaczony i skazany na karę śmierci przez rozstrzelanie za “kierowanie organizacją kontrrewolucyjną”, majątek skonfiskowano, on ze starszym bratem trafili do domu dziecka, a najmłodsza siostra do dalekich krewnych. Podczas tej ważnej rozmowy z ojcem, Oleg Zakirov obiecał, że odnajdzie w archiwach KGB, gdzie podjął pracę po studiach, teczkę swojego dziadka i zapozna się z jej zawartością.
Jego ojciec był wyznawcą islamu, ale Oleg został ochrzczony w kościele prawosławnym, zgodnie z życzeniem babki ze strony matki, która nie chciała by został “bisurmaninem” i nie chciała, aby został obrzezany.
W 1973 roku Oleg Zakirov ożenił się, rok później urodziła mu się córka, w 1975 roku skończył studia prawnicze i złożył wniosek o pracę w KGB. Musiał czekać na zgodę centrali na zatrudnienie, bowiem każdy kandydat był wnikliwie prześwietlany, także jego przodkowie, powiązania rodzinne, poglądy. Potem okazało się, że z uwagi na jego pogmatwane losy rodzinne, sprawdzano go wyjątkowo długo i gorliwie.
Jak tłumaczył, wyobrażał sobie idealistycznie, że niestrudzenie będzie tropił nieprawidłowości, łapówkarstwo i że za swoje działania będzie doceniany przez przełożonych i państwo radzieckie. Szybko okazało się, że ideały sobie, a życie, zwłaszcza życie w czasach Rosji Sowieckiej, przeżartej korupcją, układami, karierowiczostwem – sobie. Jego gorliwość i upór w tropieniu przestępstw gospodarczych nie tylko nie były doceniane, ale nawet stały się powodem jego problemów w pracy.

No bo co z takim zrobić? Legalista – po uszy oddany robocie, nie zagląda do kieliszka, nie lata za spódniczkami, nie jest intrygantem… Cholerny idealista, naiwniak. “Nie nasz”. Czużak. “Obcy”. Obcy element i już. Wcale mi z tą innością nie było dobrze – zawężała krąg przyjaciół. Moja zwyczajność była nudna. I niewygodna, bo do tej legalności, do postępowania zgodnie z przepisami usiłowałem naginać innych. Z jednej strony – to błąd, z drugiej jednak – nie, bo gdzieś tam widać było efekty mojej pracy nie żyłem na próżno.

Ostatnie spotkanie z ojcem w 1981 roku i wyjawienie przez niego całe życie skrywanej tajemnicy rodzinnej spowodowało, że Oleg odnalazł teczkę swojego dziadka, zdołał jeszcze poinformować go o jej zawartości, a dwa dni później ojciec zginął w wypadku samochodowym. W 1983 roku Oleg Zakirov złożył wniosek o przeniesienie, motywowany koniecznością zmiany klimatu przez doświadczoną zdrowotnie żonę. Los rzucił go do Smoleńska, gdzie zajmował się tropieniem przestępców i przestępstw wojennych (jeszcze z czasów II wojny światowej), także aktów przechodzenia miejscowej ludności na stronę niemiecką, o czym oficjalnie w ZSRR nie wspominano. Ponieważ w różnych sprawach przesłuchiwał różnych świadków tamtych czasów, którzy opowiadali o zbrodniach niemieckich na tych terenach, dowiedział się o masowych grobach ludności cywilnej, jakimi usłane są lasy na Smoleńszczyźnie. To był czas, gdy dowiedział się o wojnie przeciwko Polsce we wrześniu 1939 r. od jednego z przesłuchiwanych uczestników tej wojny.

To była wojna, artyleria ostrzeliwała terytorium Polski – zeznawał Chochłow. -Braliśmy wielu jeńców – dodał. Dopiero po kilku latach dotarła do mnie prawda o tym, że Związek Radziecki rozpoczął drugą wojnę światową razem z Hitlerem, zdradziecko napadając na Polskę 17 września 1939 roku bez wypowiedzenia wojny. I że w tym czasie z ZSRR nie tylko wspierał faszystowskie Niemcy, ale również walczył po ich stronie. Oficjalna rosyjska historiografia okazała się brednią, tumaniącym naród łgarstwem, a ci którzy za to odpowiadają to – wobec tego narodu – przestępcy.

Jednocześnie, podczas rozmowy z emerytem służby bezpieczeństwa, przypadkowo dowiedział się, że w Kozich Górach (Katyń) “leżą polscy oficerowie rozstrzelani przez naszych, NKWD, w 1940 roku”. Niejaki Tabaczkow, bo to on był autorem tych słów, był tego absolutnie pewien. Dodatkowej wiarygodności jego słowom dodawał fakt, że zaraz po wojnie pracował w smoleńskim KGB i swoją wiedzę czerpał z pierwszej ręki.
Wkrótce potem Zakirova wysłano do Afganistanu, gdzie miał zająć się przemytem narkotyków, którym zajmowali się oficerowie Armii Czerwonej. Heroina, opium i haszysz były tanie i na wyciągnięcie ręki radzieckich żołnierzy, których narkomania pustoszyła w zastraszającym tempie.
Po dwóch latach jednak wrócił do Smoleńska, ku niezadowoleniu tamtejszych przełożonych. Miał cel. Wiedział, że w tym zgniłym systemie nie ma wielkich szans ani na awans, ani na profity. Czuł jednak moralny obowiązek zajęcia się sprawą polskich oficerów. Być może również przez wzgląd na swojego dziadka czy los ofiar stalinowskich czystek, w imię systemu, któremu – po latach, ale jednak – służył?

Zapadła mi w pamięć ta rozmowa. Poznawszy w czasie niedawnego śledztwa tyle wojennych rewelacji nie mogłem się opędzić od natrętnej potrzeby rozwikłania tej sprawy. Skąd tu Polacy? Jacy oficerowie? Ilu ich było? Dlaczego? I dygotałem na myśl, że dacze kierownictwa KGB zostały zbudowane na kościach rozstrzelanych ludzi. Nie mogłem się pogodzić z tym barbarzyństwem. Któryś z młodych funkcjonariuszy powiedział mi, że mieszkańcom dacz zabrania się nawet kopać ziemię pod kwiaty, ponieważ wszędzie, już pod cienką jej warstwą, znajdują się kości rozstrzelanych.

Ze względu na nieprzychylny stosunek przełożonych do niego, a także z uwagi na wagę spraw, jakimi się zajął (sprawa zbrodni katyńskiej objęta była przez ZSRR i KGB największą tajemnicą), Oleg Zakirov musiał przedsięwziąć najwyższe środki ostrożności. Państwo sowieckie nie miało większej tajemnicy do ukrycia. Nikt nie miał prawa dowiedzieć się, że za tą zbrodnią stał rozkaz Stalina, a wykonawcami byli jego NKWD-owscy siepacze. Nie po to zbudowano potężną propagandę obciążającą hitlerowskie Niemcy za dokonane mordy polskich oficerów, nie po to w 1944 roku powołano komisję Burdenki do nie-wyjaśnienia tej haniebnej karty, aby prawda miała kiedykolwiek ujrzeć światło dzienne. Związek Radziecki miał wyjść z II wojny światowej z nieskazitelnym wizerunkiem, miał mieć w historii miejsce ofiary, a nie kata. Propaganda i metody stosowane przez służby specjalne miały za zadanie niedopuszczenie do przedostania się do publicznej wiadomości informacji poddających w jakąkolwiek wątpliwość jedynie słusznej wersji historii.

Zakirow50
skan fragmentu książki pt. “obcy element” olega zakirova

Tak więc, pracując nad zbrodniami wojennymi i rehabilitacją ofiar stalinizmu, w pełnej konspiracji Oleg Zakirov odkrywał coraz więcej dokumentów, z których wynikało, że krwawy terror nie oszczędzał robotników, gospodyń domowych, urzędników, inteligencji, chłopów, dzieci, starców, chorych psychicznie, zresztą do chorych psychicznie kwalifikowano zgodnie z potrzebą chwili i unicestwienia “wrogów ludu”. Na celowniku byli ludzie wierzący, a przede wszystkim duchowni. Celem Stalina była eksterminacja całych narodowości. Na czarnej liście Josifa Wisarionowicza Dżugaszwilego znajdowali się Łotysze, Białorusini, Ukraińcy, Finowie, Grecy, Estończycy, Irańczycy, Afgańczycy, Koreańczycy, także Rosjanie – ale szczególnie nienawidził Tatarów Krymskich, którzy wysiedlani byli ze swoich rdzennych terytoriów i pozbawiani szans na zdobywanie wykształcenia, pracy, perspektyw życiowych, oraz Polaków. Tych ostatnich tępił ze szczególnym okrucieństwem. Za samo pochodzenie. Kiedy brakowało Polaków do wykonania dziennych limitów aresztowań (w Witebsku 50 osób tygodniowo), wyłapywano Żydów czy Białorusinów o nazwiskach z końcówką -ski, -cki. Aresztowano na podstawie fałszowanych materiałów, a nawet bez żadnych podstaw, podczas bestialskich metod przesłuchań wymuszano zmyślone zeznania, fingowano protokoły przesłuchań…
Z relacji Olega Zakirova wynika, że jednym z ustalających te limity i nadzorującym “akcję” był z-ca szefa kolejowego NKWD – niejaki Żukow, zaufany człowiek Berii i Jeżowa. To nazwisko pojawiło się też w innych dokumentach – tych dotyczących zbrodni katyńskiej.
Na taki grunt i klimat trafili we wrześniu 1939 r. polscy oficerowie, którzy stali się jeńcami wojennymi, zatem można snuć przypuszczenia, że ich los był przesądzony od samego początku.
Zakirov poszukiwał w archiwach śladów “Katynia”, ale poza jedną niewielką wzmianką, nic nie znalazł. Przypadkowo, podczas jednego z dyżurów, odebrał telefon od informatorki KGB oznajmiającej, że jakiś mężczyzna z Moskwy wypytywał ją, kto rozstrzelał polskich oficerów, a ona odpowiedziała mu “co trzeba, że rozstrzelali ich Niemcy”.
Ten przypadkowy telefon stał się punktem zwrotnym w śledztwie Zakirova.

W ten sposób w połowie 1989 roku rozpocząłem własne, prywatne śledztwo w sprawie tajemnicy Kremla nr 1 – jak ochrzcili tę sprawę dziennikarze, ponieważ ściśle tajna teka na Kremlu nosiła numer 1. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że na tej tajemnicy wielu już złamało sobie kark, a świadkowie albo znikali, albo dostawali wysokie wyroki. Nie wiedziałem, że historycy – zwłaszcza polscy – walczą o prawdę o Katyniu od wielu lat i że nawet powołano specjalną komisję w tej sprawie.

Oleg Zakirov zaczął docierać do świadków tamtych lat, emerytowanych funkcjonariuszy NKWD i KGB, pracujących wówczas w Smoleńsku. Nie wszyscy chcieli mówić, bali się, albo byli agresywni i próbowali zastraszać młodszego kolegę, ale niektórzy jednak potwierdzali jego przypuszczenia. Jeden ze świadków był kierowcą w wydziale specjalnym NKWD i uczestniczył w wywożeniu oficerów ze stacji kolejowej do katyńskiego lasu. Z jego opowieści potwierdził się również fakt, że na terenie wiecznego spoczynku polskich żołnierzy wybudowano dacze dla oficerów KGB. Raportowanie do przełożonych w tej sprawie naraziło go na kolejne represje i rzucone szyderczo: “Szukaj”, które posłużyło mu za wytrych do przełamywania oporu kolejnych świadków, że działa za zgodą i na polecenie przełożonych. Szukał więc i znajdował. Ich zeznania skrzętnie notował po spotkaniach, aby nie spłoszyć, nie wystraszyć bądź nie irytować swoich rozmówców bieżącymi notatkami.
O dokonanych odkryciach informował przełożonych, zostawiając sobie kopie zeznań, a kolejny egzemplarz wysyłając do Moskowskich Nowosti i do Litieraturnoj Gaziety.
Przełożeni natychmiast zabronili mu prowadzenia dalszego śledztwa w tej sprawie. Sam Zakirov otrzymał najpierw upomnienie, wkrótce potem naganę, a dalszą konsekwencją mogło być tylko wydalenie ze służby. Od tego czasu w jego mieszkaniu i telefonie zainstalowano podsłuchy, świadków zastraszano bądź podstawiano fałszywych. On i jego rodzina poddani zostali nieustannej inwigilacji.
Zbierane materiały Zakirov przekazywał mediom – w krótkim czasie pieriestrojki i głoszonej przez Gorbaczowa jawności – sprawą zainteresowały się niezależne rosyjskie media. Aleksander Politkowski(mąż Anny) przeprowadził z nim wywiad, który miał ukazać się w popularnym wówczas programie telewizyjnym “Wzgliad”, niestety, podczas podróży powrotnej do Moskwy samochód ekipy reporterskiej miał wypadek – został zepchnięty do rowu przez ciężarówkę, natomiast nagranie nie zostało wyemitowane, ponieważ program został zdjęty z anteny, a kaseta z nagraniem skonfiskowana. Mimo represji ze strony pracodawcy, Zakirov nie rezygnował z możliwości nagłośnienia swojego śledztwa i jego wyników, pisał do różnych znanych osób i instytucji, między innymi do prof. Andrieja Sacharowa, próbował opowiadać o swoich odkryciach polskim turystom, jednak tu natrafiał na barierę językową albo pośpiech i brak zainteresowania. Myślę, że w tamtych czasach polscy turyści bywający w Rosji nie byli zainteresowani odkrywaniem naszej historii, będącej czarną kartą nadal “bratniego” ZSRR…
W końcu, 13 kwietnia 1990 roku, w 50. rocznicę zbrodni w Katyniu, w Moskowskich Nowostiach ukazał się duży artykuł o rozstrzelaniu polskich oficerów w lasach koło Katynia przez organa NKWD. Podobno zawartość teczki nr 1 wstrząsnęła Michaiłem Gorbaczowem. 14 października 1992 roku przekazał ją Polsce następca Gorbaczowa, Borys Jelcyn. Samego ogromnego materiału dowodowego, zebranego przez Zakirova, do Polski trafiła zaledwie część – ta, którą udało mu się przewieźć przez granicę podczas ucieczki z Rosji. Trafiła do IPN.
W tzw. międzyczasie do Smoleńska zaczęli przyjeżdżać Polacy, zainteresowani historią, pierwszy był Marcel Łoziński, który nakręcił film, dał znaczek Solidarności i – w razie czego – obiecał wsparcie, którego wówczas, gdy Oleg rzeczywiście go potrzebował, nie otrzymał, o czym rozgoryczony wspominał w swojej autobiograficznej książce.
Jakiś czas później sprawą zainteresowała się ówczesna korespondentka TVP, Krystyna Kurczab – Redlich oraz konsul generalny Polski w Moskwie – Michał Żórawski. To dzięki ich zainteresowaniu sprawa na dużą skalę została nagłośniona w Polsce.
Jednocześnie w czerwcu 1991 roku wydano rozkaz o zwolnieniu Olega Zakirova ze służby w KGB, podpierając się badaniami psychiatrycznymi, na które został skierowany, a które zdiagnozowały u niego schizofrenię o spowolnionym przebiegu.

Zakirow Pismo Z Kancelarii Prezydenta Rp
skan z książki “obcy element”

Od tego czasu nie ustawała jego inwigilacja, prowadzona była wobec niego obserwacja operacyjna, podejrzewano o szpiegostwo na rzecz Polski, wielokrotnie grożono mu śmiercią, dwukrotnie został potrącony przez motocykl.
W 1992 roku dzięki pomocy konsula Żórawskiego, córka Zakirova, mogła wyjechać na studia do Łodzi i ten fakt po kilku latach spowodował podjęcie decyzji o związaniu z Łodzią swoich dalszych, emigracyjnych, losów. W 1995 roku Szef Kancelarii Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, Andrzej Zakrzewski, wyraził słowa uznania dla odwagi Olega Zakirova  i jego zasług dla polskiej historii.

To, co się działo po ucieczce (via Brześć) z Rosji do Polski, jest jedną wielką plamą wstydu na polskim honorze…

Zakirow Odpowiedz O Nadanie Statusu Uchodzcy
skan z książki “obcy element”

Nieustanna mordęga w urzędach, piętrząca się biurokracja, niekończąca się konieczność przedstawiania kolejnych dokumentów, za uzyskanie których (również za kopiowanie oryginałów, tłumaczenia) trzeba było płacić, co w sytuacji szybko topniejących zasobów ze sprzedaży majątku  w Smoleńsku i braku możliwości zarobkowania w Polsce było nie bez znaczenia i nie bez wpływu na sytuację materialną i zdrowotną Olega Zakirova.

I ten kompletny brak zainteresowania jego losem ze strony tych, którzy powinni…

Pożegnaliśmy dzisiaj bohatera, prawego Rosjanina, który zdecydował się ryzykować bezpieczeństwem swoim i rodziny po to, żeby ujawnić prawdę o sowieckiej zbrodni w Katyniu. W konsekwencji był zmuszony do wyjazdu z Rosji i do końca swoich dni żył w Polsce. Wstydem jest, że człowiek, który tak dużo zrobił dla naszego kraju nie otrzymał potrzebnego wsparcia od państwa.

– powiedział 27 kwietnia 2017 roku po pogrzebie Olega Zakirova na Starym Cmentarzu w Łodzi wiceszef MON, Michał Dworczyk. W jego ostatniej drodze, obok najbliższych, towarzyszyła kompania honorowa Wojska Polskiego i przedstawiciele władz państwowych. Ówczesny szef MON, Antoni Macierewicz, podjął decyzję o sfinansowaniu jego pomnika i grobu.

Krystynie Kurczab – Redlich, dziennikarce, która wyświadczyła Olegowi Zakirovowi największą pomoc, po odnalezieniu go w Łodzi “udało się Olega podnieść z tego dna. W 2002 r. dostał obywatelstwo polskie, rok później Krzyż Kawalerski Odrodzenia Polski, potem order oficerski. Ale to wszystko przyszło już za późno”
Jednakże krzywdy wyrządzonej Zakirovowi nie naprawił – zdaniem dziennikarki – sukces, jakim okazała się jego wydana w 2010 roku autobiograficzna książka pt. “Obcy element”, uhonorowana kilkoma nagrodami oraz jego późniejsza popularność związana z odkrywaniem prawdy o zbrodni katyńskiej. Do końca życia miał poczucie klęski osobistej, był mocno rozgoryczony…

Wiele urzędów państwowych i instytucji, których reprezentanci wzięli udział w pogrzebie Zakirova na łódzkim Starym Cmentarzu w dniu 27 kwietnia 2017 roku, wcześniej – gdy najbardziej tego potrzebował – odmówiło mu pomocy.

“I dlatego żegnając Olega, powinniśmy prosić go przede wszystkim o wybaczenie” – podkreśliła po pogrzebie Krystyna Kurczab – Redlich.

Oleg Zakirov zmarł 18 kwietnia 2017 roku.

Przygotowując powyższy materiał, opierałam się na książce Olega Zakirowa pt. “Obcy element”, reportażu Jarosława Mańki pt. “Prywatne śledztwo majora Zakirova” oraz materiałach prasowych i dokumentalnych, dostępnych w Internecie.

Źródło
Zobacz film "Prywatne śledztwo majora Zakirova"

Wiolar

Młoda (duchem) wykształcona z wielkiego miasta. Konserwa i ciemnogród. #dawnaŁódź #BeautyLodz

Inne artykuły

Back to top button