HistoriałódzkieWojewództwo

Bałuty – dzielnica nędzy

Czasem mówi się, że Łódź i Nowy Jork to miasta siostrzane. O ile dla Łodzi jest to porównanie nobilitujące, o tyle NYC chyba by się do pokrewieństwa z biednym polskim miastem nie przyznawał. Faktem jest, że oba ośrodki przeżywały w XIX wieku burzliwy rozwój, a społeczność żydowska, w nich zamieszkująca, stanowiła znaczny odsetek liczby mieszkańców. I na tym porównania można zakończyć. Chociaż nie. Jest jeszcze coś… Miał Nowy Jork swoich „chłopców z ferajny” i Meyera Lansky’ego, miała w tym czasie i Łódź – Bałuty i Ślepego Maksa, który w okresie międzywojennym rządził łódzką, a w zasadzie bałucką, dintojrą.

Trudno szukać w Polsce bardziej znanej dzielnicy niż Bałuty. Zwłaszcza dzielnicy cieszącej się taką sławą. Złą sławą… Jakieś fatum zawisło od XIX w. nad tą, niegdyś największą, wsią, zamieszkałą przez ponad 100 tysięcy ludzi. Nawet pruski zaborca (na krótki okres Bałuty znalazły się pod zaborem pruskim) zdecydował, że nie jest to miejsce godne inwestowania w rodzący się przemysł włókienniczy i tak zostało. Miały za to Bałuty szczęście do szemranych interesów, typów spod ciemnych gwiazd, najgorszych mętów, szumowin, bandziorów i pań lekkiego prowadzenia. Być może największe „zasługi” na polu takiego a nie innego przekroju społecznego mają władze carskie, które zdecydowały o osiedlaniu tam byłych kryminalistów?

Na Bałutach w swoim domu
Kamienicznik, zwykły drań
Wdowę krzywdzi, dzieci krzywdzi
Czy nie będzie siły nań?
Czekaj, Ty, kamieniczniku
Krótka będzie władza twa
Idzie właśnie Ślepy Maks
I ci w dupę dobrze da

Było w Łodzi takie miejsce, gdzie stykały się dwa światy złe: bezwzględny, krwiopijczy kapitalizm i świat ludzi zbędnych. W tym miejscu z jednej strony stały fabryki, wysysające wszystkie siły zatrudnionych w nich ludzi, a z drugiej strony zaczynały się Bałuty, dzielnica nędzy i powszechnego zła. To róg obecnej ul. Wschodniej i Pomorskiej. Na tym rogu stała spelunka z wyszynkiem o nazwie Kokolobolo. To było miejsce, gdzie spotykali się wszyscy, mający do załatwienia sprawy, które nie miały ujrzeć światła dziennego. W Kokolobolo, której właścicielem był Icek Leipcygier bywali najważniejsi gangsterzy w mieście, a przede wszystkim rządzący nimi Menachem Bornsztajn, zwany łódzkim Al Capone, żydowskim Robin Hoodem, Janosikiem z Bałut albo Ślepym Maksem.

W Kokolobolo odbywała się też rekrutacja do burdelowych interesów Mojszego Pojto, króla bałuckiego nierządu czy Fajwela Najfelda vel Bucika, właściciela bardziej renomowanych domów schadzek w mieście. 

Bałuty, które terytorialnie należały do Łodzi od 1915 roku, nie zasypiały. Także nocami życie towarzyskie kwitło, a emocje sięgały zenitu. Porachunki krewkich mieszkańców, kradzieże, napady rabunkowe, gwałty i morderstwa na różnym tle, były codziennością.
Nie brakowało tu domów schadzek. Nie były to tak wykwintne lokale jak te na Piotrkowskiej, ale dostosowane do możliwości finansowej klienteli. Jako, że popyt reguluje rynek, nie brakowało również zaspokajających potrzeby biedaków pań lekkiego chleba, pracujących na wolnym rynku, a właściwie wszędzie, gdzie się dało, głównie w parkach, krzakach, komórkach, budach i tego typu miejscach.

Bałuty i Chojny – naród spokojny

Natężenie elementów przestępczych i ogromnej biedy w połączeniu z przeludnieniem i dramatycznie trudnymi warunkami lokalowymi występowało tu w skali znacznie większej niż gdzie indziej. No, może porównywalnie było na przeciwległym krańcu miasta – na Chojnach, które choć liczebnie mniejsze od Bałut, doświadczały tego samego losu. Stąd w okresie II Rzeczypospolitej łódzcy dziennikarze rozpowszechnili powiedzenie: „Bałuty i Chojny to naród spokojny”. Powiedzenie nie mające z rzeczywistością nic wspólnego, należało traktować w kategoriach sarkazmu.
Patologiczne zjawiska były dostrzegane już w okresie najbardziej burzliwego rozwoju miasta i okalających je „sypialni” dla biedoty. Opisywał je m.in. ks. Włodzimierz Kirchner, który w 1901 r. wydał broszurę pt. „Walka z nędzą na Bałutach”.

Od dawna już Bałuty stały się gniazdem nędzy materyalnej i moralnej. Fala życia zarobkowego, nurtowana niespokojną walką o byt, stale wyrzucała z miasta na przedmieście wszelkie biedactwo, co się słabiej wpiło w nabrzmiałą pierś przemysłu łódzkiego i mniej zeń dochodu dla siebie ssało (…) Na Bałutach mniej wygodnie się żyje, ale każdy i mało zarabiający wyrobnik prędzej wyżyć tu może. Przeto Bałuty stały się miastem ubogich i nędzarzy – przedmieściem bogatej Łodzi.

Także warszawska prasa opisywała Bałuty jako „okropną, wstrząsającą nędzę”, „niziny, gdzie zacierają się granice pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem, gdzie króluje głód, ciemnota straszne przytępienie moralnych zasad, wyzysk i próżniactwo” (Gazeta Rzemieślnicza z 1901 r, nr 37).

W okresie międzywojennym władze miasta podejmowały starania nie tyle likwidacji patologii, ile jej ograniczenia przez ratowanie dzieci, które wychowywała ulica i które stawały się potencjalnym materiałem kryminogennym. Raczej bezskutecznie.

„Bez kija i noża nie podchodź do bałuciorza”

Trudne warunki życia zazwyczaj wykształcają w ludziach umiejętność radzenia sobie z przeciwnościami losu. Nie inaczej było i tu. Odpowiednikiem lwowskiego andrusa czy warszawskiego cwaniaka stał się „bałuciarz”, który był dzieckiem Bałut: tu urodzonym i wychowanym, przystosowanym do nędznego życia. To pojęcie bardzo często oznaczało rzezimieszka, chuligana, człowieka skonfliktowanego z prawem, bądź żyjącego na jego pograniczu, kierującego się specyficznym kodeksem honorowym.

Morda nie szklanka. ŁKS Limanka.

Okres II wojny światowej wywrócił życie na Bałutach do góry nogami. Okupujący Łódź Niemcy wyznaczyli tu teren getta, w którym zamknięto łódzkich Żydów, Polaków wysiedlono poza granice miasta.

Z 250 tys. przedstawicieli wyznania mojżeszowego, z których większość przed wojną mieszkała na Bałutach, przeżyła niewielka część, ale i ona wkrótce rozjechała się po świecie. Po 1945 r., osiedlono tu nowych mieszkańców miasta przybywających za pracą z okolicznych wsi, jak również powracających z wojennego wygnania starych łodzian. Wrócił nawet Ślepy Maks, ale dawnej władzy już nie odzyskał. Może dlatego, że nie było już w Łodzi dintojry?
Bałuty jednak nadal pozostały Bałutami ze swoim charakterem i klimatem. Wokół Bałuckiego Rynku, ulicy Zgierskiej i Limanowskiego, mimo prób ucywilizowania tej części miasta przez władze PRL, nadal kwitło życie na pograniczu prawa i na pograniczu moralności, zmienił się tylko „bałuciarz”, którego współcześnie utożsamiają kibice Łódzkiego Klubu Sportowego.

Ale to już historia na inną opowieść.

Źródło
Więcej o Mojsze Pojto i Fajwel NajfeldWalka z nędzą na Bałutach

Wiolar

Młoda (duchem) wykształcona z wielkiego miasta. Konserwa i ciemnogród. #dawnaŁódź #BeautyLodz

Inne artykuły

Back to top button